fbpx

Storycraft – literacki zakątek

storycraft

Za zamkniętymi drzwiami

Niektórych drzwi nie należy otwierać.
Droga wiodła ich lasem w górę stromego zbocza. Zmierzchało, także zarysy postaci były ledwie widoczne na tle gęsto zarośniętej ścieżki. Na przedzie grupy wędrowców szła jakaś karłowata postać. Indywiduum kluczyło bez ustanku, znikając pośród drzew i krzewów, po czym wracało i rysio szło dalej. Co jakiś czas podchodziło do idącej jej śladem kompanii, zdawało relację i gnało z powrotem na przednią straż. Nie dziwota, wszak o zręczności i wyczulonych gnomich zmysłach krążyły legendy. Na terenach górzystych i dzikich, wyjątkowo często zatrudniano ich w roli przewodników.

Loża czarodziejek – interludium

Czarodzieje zapłonęli na stosach.
Shaella obejrzała się na idące za nią adeptki. Dopiero co wyciągnęła je ze świątynnych lochów, a w lochach, jak to w lochach, ludzie zwykli byli gubić zmysły i inne części to ciała, to rozumu. Dziewczęta miały prawo być zagubione, nie byłoby w tym żadnej sensacji, ale młode magiczni zamiast utrzymywać daleko idącą konspirację wpadły w sakramencką histerię na widok wiszących z kamienic ciał. Niegdysiejsze czeladniczki, zielarki, aptekarki, kobiety mogące uchodzić za niebezpieczne, wszystkie one wisiały za co tylko było możliwe, ponuro dyndając nad aleją Wiecznego Ognia. Obok nich, nieco rzadziej, mężowie, a nader często nie rozumiejące niczego i stające w obronie swoich matek dzieci.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo – pomyślała z goryczą. Lepiej oszczędzę im widoków. To tutaj na alei Wiecznego Ognia wybuchł pogrom i to tutaj doszło do największej rzezi. Niczego nieświadomi ludzie barykadowali się w domach, do których szturmem wchodziły bandy sfanatyzowanego motłochu. W ich oczach każdy był winny, a w szczególności kobiety – to wobec nas skierowana była fala nienawiści. W istocie tak było. Podjudzani przez monarchów kapłani wiedzieli co robić i jak zmotywować najwierniejszych sobie zealotów. Mównice w całym kraju zapłonęły od mniej bądź bardziej płomiennych orędzi. Oczerniano magię i obwiniano o zły los – począwszy na wojnach, a na zarazie kończąc – każdego kto parał się czarostwem. Wszystkim obiecano lepszą przyszłość, gdy wyrwie się i spali chwast jakim jest magia, i choć mówiono ogólnie, cały gniew uderzył w parające się sztuką kobiety. Dlaczego akurat w nie, to już zupełnie inna historia, gdzie z jednej strony na okarynach zagrał szowinizm, a na lutni przygrywał zwyczajny lęk. Shaella splunęła na zewłok mężczyzny z na wpół opuszczonymi portkami. Bohater, psia jego kurwa mać – zaklęła siarczyście.
Poprowadziła je bocznymi alejkami, tamtędy, gdzie mord zdążył już ucichnąć. Szły wąskimi dróżkami, w cieniu wysokich kamienic i wielopiętrowych domostw o strzelistych dachach. Droga jaką obrała wiodła je przez dzielnicę świątynną do handlowej, skąd musiały przebić się przez mury oddzielające tą część miasta od dzielnic biedoty. To tam czekało na nich schronienie. Niewielka gospoda posiadała w piwnicy tunel, którym bezpiecznie mogłyby opuścić granice miasta. Tajemne przejście było znane niewielkiej grupie osób, z których każde było mocno powiązane z profesją złodziei i włamywaczy. Jakim sposobem informacja o nim dotarła do Loży, było dla Shaelli zagadką. W obecnej sytuacji zaufanie nie istniało. Każdy mógł zadenuncjować drugą osobę u straży kapłańskiej, a ta, w niezwykle przedsiębiorczy sposób zabierała się za delikwenta. Jak to zwykle bywa przy takich okazjach, znienawidzeni sąsiedzi dostawali wyjątkowo sprawne oręże. Działała zasada: kto pierwszy ten lepszy. Nic więc dziwnego, że w dzień tumultu do ratusza w te pędy biły setki niekoniecznie uczciwych osób.

Sen zimowy

Moja ukochana sterta poduch i pierzyn, jak cudownie jest przebudzić się po tak długim oraz głębokim śnie. Śnie pełnym majaków i dziwadeł. Widziałam różności, a niekiedy miałam wrażenie, że dzieje się to naprawdę. Te wszystkie walki i dzikie gonitwy, groza wymieszana z ekscytacją. Dopada mnie osobliwa i niepokojąca myśl – mam nadzieję, że mój letarg nie doprowadził do śmierci zbyt wielu osób. Dlaczego? Kiedy ja w ogóle zasnęłam? Była jesień, a może początek zimy. Pamiętam, że pizgało mrozem, a w tle słychać było odgłosy walki i ten

Asterix & Obelix XXL 2

Kto jako dziecko oglądał przygody wesołych i nieco zwariowanych Galów, dzielnie stawiających opór Rzymianom próbującym opanować ich piękne ziemie, ten wie, że kolejne przygody Asterixa i Obelixa muszą być hitem. Osobiście jestem wielkim fanem serii, w szczególności kreskówki. To jej charakter i prześmiewczy ton nadają całości tak wyrazistego smaku, do którego wracam z chęcią po latach.

Book of Demons

Book of Demons Book of Demon to bardzo specyficzna gra nawiązująca do klasyki gatunku hack’n slash stworzona przez polskie studio Thing Trunk. Przemierzamy w niej generowane przez algorytm dungeony pełne niebezpiecznych stworów i wysiekamy sobie w nich drogę do coraz to niższych poziomów. Brzmi typowo – nic bardziej mylnego. Jak wygląda rozgrywka? Jedną z pierwszych …

Book of Demons Read More »

Droga, której nie ma – część 2

Zanurzony w wiecznej mgle brzozowy zagajnik wyglądał z jednej strony malowniczo, z drugiej zaś wyjątkowo złowrogo i enigmatycznie. Przecinająca go ścieżka niknęła wśród drzew przez co wydawała się nie mieć końca. Widok mógł budzić trwogę, grał bowiem na pograniczu wyobraźni, gdzie lęk dominuje logikę. Kołysane wiatrem gałęzie przywodziły na myśl upiory czyhające na pozbawionych wyobraźni podróżnych. Smukłe pnie drzew przybierały postać wyjątkowo krwiożerczych roślin, które wyrastały ze zwłok nikczemnych istot. To wyłącznie strach – pomyślała ściągając wodze srokatej klaczy. Koń zaparskał cicho i nagle zastrzygł uszami. Czarodziejka odebrała to jako ostrzeżenie. Była jednak bezbronna w otaczającej ją przeklętej mgle. Chciała się wycofać, objechać zagajnik dookoła i nieco nadłożyć drogi, ale było już za późno. To co jeszcze przed chwilą uchodziło za majaki tańczące na pograniczu drzew okazało się grupą zbrojnych ludzi. Poznała ich momentalnie. Musieli wyprzedzić ją jadąc nie duktem, a ścieżkami przez las. Konni stanęli po obu stronach ścieżki. Nigdzie nie było widać kuszników, ale to nie znaczyło, że ich nie ma. Mogli chować się w krzewach lub stać zarówno z przodu jak i z tyłu, czekając na okazję lub polecenie do strzału.

Ciężki spiżowy Vengerberg – część 2

Pod budynkiem wydziału nauk humanistycznych gorączkował się tłum ludzi. W budynku doszło do bestialskiego morderstwa w konsekwencji czego na teren uczelni weszło wszelakiej maści żołdactwo i wywiadowcy. Studenci, którzy od zawsze ponad wszystko inne cenili sobie wolność i swobodę, reagowali na taki stan rzeczy okropną alergią. Władze próbowały uspokoić zebranych i zapewnić, że jest to konieczne, ale który młodzik chciałby ich słuchać. Gwar nie ustępował. Kto dokonał zbrodni? Z jakich pobudek? Kim jest nieznajomy co wszedł do środka i jaką ma kapitan straży pewność, że poradzi sobie z powierzonym mu zadaniem? Co, jeśli morderca nie zostanie pochwycony i czy bezpiecznie jest uczęszczać na zajęcia? Co poniektórzy dopytywali czy w związku z tym zostaną odwołane inne zajęcia. Jak świat światem grupa leserów świętowała ominięte kolokwium lub inne sprawdziany, a prymusi załamywali ręce w niemocy. Wśród tego wielobarwnego rozgardiaszu stała podtrzymywana przez niewysokiego chłopaka dziewczyna o włosach związanych w liczne warkoczyki i obliczu upstrzonym piegami, i okropnym krwiakiem. Znalazła się tu przypadkiem, a raczej z przykrej konieczności. Jej młodszy brat wbiegł, czy też schował się w obłożonym kwarantanną budynku. Chciała pójść jego śladem i go odnaleźć, ale nie mogła. Straż zagrodziła jej drogę i obcesowo pchnęła w stronę tłumu. Na nic się zdały jej wyjaśnienia i przekleństwa. Chciała przedrzeć się między nimi, walczyła, kopała i gryzła, aż w końcu spacyfikowaną ją obuchem pałki. Czas dłużył się niemiłosiernie budząc niepokojące myśli.

Droga, której nie ma

Droga prowadziła ją skrajem lasu ku nieodległej osadzie. Migotliwe światła pochodni majaczyły w wiecznej mgle. Było to zjawisko uznawane przez gremium naukowe za fenomen pogodowy. Dla czarodziei oznaczało coś znacznie gorszego. Terytorium skażone tymi oparami wypaczało każde, nawet najprostsze zaklęcie. Dowiedziono tego przypadkiem, gdy leczona córka barona zamiast wyzdrowieć, została zamieniona w przeraźliwe monstrum. Bestia zabiła uzdrowiciela i wymordowała niemal całą grodową służbę. Próbowano ją pochwycić i ubić, ale grododzierżca każdemu stanowczo zabraniał. Winą obarczał czarodziei. Opowiadał, że klątwa została rzucona celowo, aby złamać go i dać niegodziwcom dostęp do jego ziem. Przestrzegał ludzi przed dawaniem wiary ich fałszywej mowie. Zapewniał, że dopóki starczy mu sił będzie dbał o swoich poddanych. Jak było naprawdę nikt tego nie wiedział. Kapituła nie potrafiła wpłynąć na zbuntowanego władykę. Petycje słane do króla również nie przynosiły efektu. Postanowiono rozwiązać sprawę w bardziej subtelny sposób. Wysłana czarodziejka miała na celu zbadać tajemniczy fenomen i klątwę, która uderzyła w niewinną osobę.

Epistory – o lisie i dziewczynce

Nim rozpoczniemy przygodę z tytułową grą, otrzymujemy porcję ładnej ścieżki dźwiękowej i fragment historii dziewczynki co jeździ wierzchem na trójogoniastym lisie. Brzmi nieco jak przygoda z mangą, ale zapewniam, że nią nie jest. Tytuł przykuł moją uwagę bardzo, ale to bardzo ładną oprawą graficzną oraz licznymi pozytywnymi recenzjami. Postanowiłem więc sprawdzić jej dostępność na rynku. Nie miałem żadnych trudności ze znalezieniem Epistory w ofercie GOG.com. Co ciekawe, akurat trafiłem na promocję i nabyłem tytuł za kilkanaście złotych. Czy było warto? Zaraz o tym napiszę.

Ciężki spiżowy Vengerberg

Lubiłem to miejsce jak żadne inne. Gospoda “pod szczwanym lisem” była dla mnie jak drugi dom. Przychodziłem tu niemal codziennie. Co poradzę, skoro serwują dobrze i tanio, a i córka gospodarza pięknie tu obraca tyłeczkiem. Ileż ja bym dał, żeby tak spędzić z nią chwilę sam na sam. Niedoczekanie. Jej ojciec i zarazem właściciel przybytku, stary Olaf, to weteran niejednej wojny i jak często daje tego świadectwo – widzi wszystko. Faktycznie. Widziałem raz jak paru chłystków zalecało się do jego latorośli. Byli natarczywi do przesady i skończyli na zewnątrz, wyrzuceni razem ze stołem, przy którym pili. Olaf, choć wiekowy, miał krzepę tura i mało kto mógłby z nim iść w paragon. Cóż, był wojakiem, jak się rzekło i to nielichym. Czasami, gdy siedzieliśmy do późna, przychodził z własnym alkoholem i opowiadał. Mówił cicho tonem tak jednostajnym, że szło od niego zasnąć. Zeszłej nocy byłem tu akurat sam. Miałem nieco trudności na uczelni, także przyniosłem ze sobą książkę i kilka manuskryptów. Widocznie musiałem go zaciekawić, bo przyszedł i dał mi kubek naparu. Wedle jego słów pozwala nie zasnąć, gdy głowa pełna jest ważnych spraw. W rzeczy samej, nie zasnąłem – miałem ochotę przenosić góry. Dołączył do mnie i zapytał co słychać, jak się moje sprawy mają i czy wiem co w wielkim świecie. Opowiedziałem mu zgodnie z prawdą. Kiwał głową i mruczał coś pod nosem. Chyba coś po krasnoludzku, ale nie jestem pewien. Gdy skończyłem wstał obsłużyć przybyłych właśnie magistrów. Wrócił kilka chwil później. Zrewanżował się opowiadając mi o hufcach krasnoludzkich z pod Brenny oraz o oddziale wojewody Bronibora. Słuchałem go z wypiekami na policzkach, aż wybiła północ i wtedy, wszystko zaczęło się chrzanić.