fbpx

Storycraft – literacki zakątek

Miesiąc: Grudzień 2018

Ciężki spiżowy Vengerberg – część 2

Pod budynkiem wydziału nauk humanistycznych gorączkował się tłum ludzi. W budynku doszło do bestialskiego morderstwa w konsekwencji czego na teren uczelni weszło wszelakiej maści żołdactwo i wywiadowcy. Studenci, którzy od zawsze ponad wszystko inne cenili sobie wolność i swobodę, reagowali na taki stan rzeczy okropną alergią. Władze próbowały uspokoić zebranych i zapewnić, że jest to konieczne, ale który młodzik chciałby ich słuchać. Gwar nie ustępował. Kto dokonał zbrodni? Z jakich pobudek? Kim jest nieznajomy co wszedł do środka i jaką ma kapitan straży pewność, że poradzi sobie z powierzonym mu zadaniem? Co, jeśli morderca nie zostanie pochwycony i czy bezpiecznie jest uczęszczać na zajęcia? Co poniektórzy dopytywali czy w związku z tym zostaną odwołane inne zajęcia. Jak świat światem grupa leserów świętowała ominięte kolokwium lub inne sprawdziany, a prymusi załamywali ręce w niemocy. Wśród tego wielobarwnego rozgardiaszu stała podtrzymywana przez niewysokiego chłopaka dziewczyna o włosach związanych w liczne warkoczyki i obliczu upstrzonym piegami, i okropnym krwiakiem. Znalazła się tu przypadkiem, a raczej z przykrej konieczności. Jej młodszy brat wbiegł, czy też schował się w obłożonym kwarantanną budynku. Chciała pójść jego śladem i go odnaleźć, ale nie mogła. Straż zagrodziła jej drogę i obcesowo pchnęła w stronę tłumu. Na nic się zdały jej wyjaśnienia i przekleństwa. Chciała przedrzeć się między nimi, walczyła, kopała i gryzła, aż w końcu spacyfikowaną ją obuchem pałki. Czas dłużył się niemiłosiernie budząc niepokojące myśli.

Droga, której nie ma

Droga prowadziła ją skrajem lasu ku nieodległej osadzie. Migotliwe światła pochodni majaczyły w wiecznej mgle. Było to zjawisko uznawane przez gremium naukowe za fenomen pogodowy. Dla czarodziei oznaczało coś znacznie gorszego. Terytorium skażone tymi oparami wypaczało każde, nawet najprostsze zaklęcie. Dowiedziono tego przypadkiem, gdy leczona córka barona zamiast wyzdrowieć, została zamieniona w przeraźliwe monstrum. Bestia zabiła uzdrowiciela i wymordowała niemal całą grodową służbę. Próbowano ją pochwycić i ubić, ale grododzierżca każdemu stanowczo zabraniał. Winą obarczał czarodziei. Opowiadał, że klątwa została rzucona celowo, aby złamać go i dać niegodziwcom dostęp do jego ziem. Przestrzegał ludzi przed dawaniem wiary ich fałszywej mowie. Zapewniał, że dopóki starczy mu sił będzie dbał o swoich poddanych. Jak było naprawdę nikt tego nie wiedział. Kapituła nie potrafiła wpłynąć na zbuntowanego władykę. Petycje słane do króla również nie przynosiły efektu. Postanowiono rozwiązać sprawę w bardziej subtelny sposób. Wysłana czarodziejka miała na celu zbadać tajemniczy fenomen i klątwę, która uderzyła w niewinną osobę.

Epistory – o lisie i dziewczynce

Nim rozpoczniemy przygodę z tytułową grą, otrzymujemy porcję ładnej ścieżki dźwiękowej i fragment historii dziewczynki co jeździ wierzchem na trójogoniastym lisie. Brzmi nieco jak przygoda z mangą, ale zapewniam, że nią nie jest. Tytuł przykuł moją uwagę bardzo, ale to bardzo ładną oprawą graficzną oraz licznymi pozytywnymi recenzjami. Postanowiłem więc sprawdzić jej dostępność na rynku. Nie miałem żadnych trudności ze znalezieniem Epistory w ofercie GOG.com. Co ciekawe, akurat trafiłem na promocję i nabyłem tytuł za kilkanaście złotych. Czy było warto? Zaraz o tym napiszę.

Ciężki spiżowy Vengerberg

Lubiłem to miejsce jak żadne inne. Gospoda “pod szczwanym lisem” była dla mnie jak drugi dom. Przychodziłem tu niemal codziennie. Co poradzę, skoro serwują dobrze i tanio, a i córka gospodarza pięknie tu obraca tyłeczkiem. Ileż ja bym dał, żeby tak spędzić z nią chwilę sam na sam. Niedoczekanie. Jej ojciec i zarazem właściciel przybytku, stary Olaf, to weteran niejednej wojny i jak często daje tego świadectwo – widzi wszystko. Faktycznie. Widziałem raz jak paru chłystków zalecało się do jego latorośli. Byli natarczywi do przesady i skończyli na zewnątrz, wyrzuceni razem ze stołem, przy którym pili. Olaf, choć wiekowy, miał krzepę tura i mało kto mógłby z nim iść w paragon. Cóż, był wojakiem, jak się rzekło i to nielichym. Czasami, gdy siedzieliśmy do późna, przychodził z własnym alkoholem i opowiadał. Mówił cicho tonem tak jednostajnym, że szło od niego zasnąć. Zeszłej nocy byłem tu akurat sam. Miałem nieco trudności na uczelni, także przyniosłem ze sobą książkę i kilka manuskryptów. Widocznie musiałem go zaciekawić, bo przyszedł i dał mi kubek naparu. Wedle jego słów pozwala nie zasnąć, gdy głowa pełna jest ważnych spraw. W rzeczy samej, nie zasnąłem – miałem ochotę przenosić góry. Dołączył do mnie i zapytał co słychać, jak się moje sprawy mają i czy wiem co w wielkim świecie. Opowiedziałem mu zgodnie z prawdą. Kiwał głową i mruczał coś pod nosem. Chyba coś po krasnoludzku, ale nie jestem pewien. Gdy skończyłem wstał obsłużyć przybyłych właśnie magistrów. Wrócił kilka chwil później. Zrewanżował się opowiadając mi o hufcach krasnoludzkich z pod Brenny oraz o oddziale wojewody Bronibora. Słuchałem go z wypiekami na policzkach, aż wybiła północ i wtedy, wszystko zaczęło się chrzanić.